Powered By Blogger

poniedziałek, 20 lutego 2012

Krótszy pobyt, trzeba się żegnać..

Rozdział dwunasty


Wybiła 14 i wszystkie wstałyśmy. Trzeba się ogarnąć i coś przegryźć, bo na 16 będą tamci.
O 15 wyszłyśmy od siebie z pokoju i poszłyśmy do kuchni, siedział tam Marek i czytał jakąś gazetę. Ja z Nat poszłyśmy zrobić tosty a Ada usiadła koło Marka i zaczęła z nim rozmawiać.
- Wiesz, że po jutrze my już wracam?
- Wiem, bo Demi jedzie na koncert, więc jedziecie z nią i chcecie później lecieć do Stanów. – odparł dość dziwnym głosem, czego Ada oczywiście nie zauważyła. Wstała i poszła zadzwonić do rodziców, ja mamę poinformowałam już wczoraj, a o Ameryce miałyśmy jeszcze pogadać, ale raczej była na ‘tak’.
- Ejj, Maruś co jest ? – spytałam
- Ty jak zwykle musisz wszystko zobaczyć. Wiesz będzie tu cicho bez Was. – odparł.
- Poczekaj 8 miesięcy to tak cicho nie będzie. – zaśmiałam się. – Będziesz za nami tęsknił może jeszcze powiesz ?
- No jasne, zżyłem się z wami. No i cicho pewnie nie będzie. – śmiał się teraz tak jak nigdy, widać było, że bardzo się cieszy z tego dziecka. – A teraz biegnij jeść, bo zaraz wychodzicie a jeszcze nie miałaś nic w buzi, słyszę jak Ci burczy w brzuchu. HAHAHAHA!
- Jesteś okropny. Nie gadam z Tobą – oburzyłam się i poszłam jeść.
- SAMCZNEEEEGO głodomory ! – krzyknął lecz żadna mu nie odpowiedziała, bo byłyśmy zbyt zajęte pochłanianiem tostów.
Równo o 16 przyjechała Dem z chłopakami. Wyszłyśmy z domu, na podwórku minęliśmy jeszcze Nat, która niosła dużą pizzę i życzyła nam dobrej zabawy.
30 minut później staliśmy pod naszym Centrum Handlowym.
- Iga poczekaj chwilę. – usłyszałam głos Joe, kiedy miałam wejść za resztą do sklepu.
- Co jest ? – spytałam, uśmiechając się.
- Mam coś dla Ciebie. – jego uśmiech był tak szczery, kiedy zapinał mi na szyi srebrny łańcuszek z zawieszką, którą był.. CHWILA ! czy to diament ? Tak, właśnie Joe Jonas zawiesił mi na szyi łańcuszek z diamentem, który w lipcowym słońcu mienił się w różnych barwach. – Należał do mojej prababci. Dostałem go od mamy i miałem dać komuś, kto utkwi w mojej pamięci. CZEKAJ – powstrzymał mnie gdy chciałam coś powiedzieć. – Wiem, że chcesz mi powiedzieć, że nie możesz go przyjąć , może i nie możesz ale musisz, bo to właśnie na Twojej szyi on będzie wyglądał tak jak powinien. – rzuciłam się mu na szyję i szepnęłam mu do ucha ciche ‘dziękuję’, bo nie stać mnie było na więcej. Joe chyba to wystarczyło, bo uśmiechnął się tak szeroko i promiennie a następnie puścił mnie w drzwiach i dołączyliśmy do reszty. Dziewczyny chciały o coś zapytać ale powiedziałam ‘później’, a Nick i Kevin nawet nie byli zdziwieni tylko szczerzyli się łobuzersko. Wchodziliśmy do każdego sklepu, a pomiędzy tym chłopacy i Dem rozdawali autografy i rozmawiali z fanami. Z C.H. wyszliśmy po 5 godzinach zmęczeni ale zadowoleni i do tego z masą toreb. Zawsze wiedziałyśmy, że chłopacy są mega dobrze wychowani ale to, że płacili za zakupy moje, Ady, Nat i Dem przeszło nasze oczekiwania. Oczywiście każda z nas się kłóciła z nimi o to lecz żaden z nich nic sobie z tego nie zrobił. Dzięki czemu wyszłam stamtąd z nową mała czarną , czarnymi i czerwonymi korkami, z nowymi trampkami, oraz dwiema bluzami, marynarką i kilkoma T-shirtami, torbą, czapką i wieloma innymi pierdołami, co oczywiście było pomysłem Joe, bo ja chciałam tylko trampki.
- Nie wiemy jak wam się za to odwdzięczymy. – powiedziałam.
- Pojedziecie z nami do Stanów, to wystarczy. – powiedział Nick i uśmiechnął się do nas.
- Dobra , dobra jak pozwolą rodzice – powiedziałam wychodząc z samochodu, bo staliśmy już pod domem Marka.
Weszłyśmy ledwo do korytarza, a Natalia stała uśmiechnięta od ucha do ucha.
- I jak zakupy ? – spytała.
- Jak widzisz. – odparłam pokazując jej torby.
- Pół C.H. jest nasze.- dodała Ada a Nat zaczęła się śmiać.
Po pokazaniu wszystkich toreb Nat i Markowi i po zjedzeniu kolacji położyłyśmy się spać.

DWA DNI PÓŹNIEJ.
Wyjeżdżaliśmy o 8 z Berlina a była już 7.30, więc przyszedł się czas na żegnanie.
- Widzimy się na święta. – rzucił Marek.
- Koniecznie. – dodała Natalia, na co ochoczo pokiwałyśmy głowami.
- Czeeeeść i dzięki za wszystko. – powiedziałam do nich i uściskałam mocno.
- Właśnie dzięki wielkie i do zobaczenia. – powiedziała po mnie Nat i też mocno ich przytuliła.
- Cześć Braciszku ! Już za Tobą tęsknię. – rzuciła się Markowi na szyję Ada, jej najtrudniej było stąd wyjechać.
- Ja za Tobą też Mała! – pocałował ją we włosy.
– I oczywiście żegnaj, mam nadzieję, że już niedługo bratowo. – pocałowały się. I wszyscy jeszcze raz się uściskaliśmy i wsiedliśmy do samochodu, który podjechał. Przywitałyśmy się ze wszystkim i ruszyliśmy. Po jakiś 5 minutach zorientowałyśmy się, że jedziemy na lotnisko.
- Czy my do Polski polecimy samolotem ? – zapytałam.
- No jasne, a jak inaczej? – śmiała się Demi.
- Okej, nie mam pytań. – odparłam.
Po godzinie siedzieliśmy w samolocie czekając na wylot.
- Żegnaj Berlinie ! – powiedziałyśmy we trzy jeszcze wesołe, bo wtedy nie wiedziałam, że boję się latać..


No jeeestem ;D
Przepraszam, że to tak długo trwa, ale teraz postaram się częściej. ;)
Dziękuję tym co to czytają ; *
Miel widziane komentarze. Piszcie co Wam się podoba a co nie, postaram się to zmienić. 
DO NASTĘPNEGO !!

sobota, 28 stycznia 2012

Głupek ;)

Rozdział jedenasty

Chwila ciszy i już mnie zaczęło to irytować.
- No wykrztuś to z siebie. Co się dzieje ? – zapytałam już wystraszona.
- Chciałem Ci powiedzieć, że bardzo ładnie się uśmiechasz. – odparł z łobuzerskim uśmiechem, który w sumie też był ładny.
- Głupi jesteś wiesz ? Wystraszyłeś mnie.! – odpowiedziałam z wyrzutem.
- Oj przepraszam noo. – uśmiechnął się tak ładnie, że musiałam też się uśmiechnąć.
- Wybaczam Ci . – oboje wybuchneliśmy śmiechem. – Chyba musimy już wracać. – powiedziałam.
- Tak masz rację. – dodał Joe i ruszyliśmy w stronę hali.

Gdy weszliśmy do garderoby Demi wszyscy dziwnie się na nas spojrzeli, ale zaraz po tym wrócili do rozmowy. Kłócili się o to kto lepiej gra na gitarze – Ada czy Nick.
- Serio o to się kłócicie ? – zapytałam. – Przecież to proste, że Ada. – powiedziałam.
- Nie mogę się z tym zgodzić. – powiedział Joe.
- Ty się nie udzielaj, bo nie słyszałeś jak ona gra. – odpowiedziałam do niego i wyszczerzyłam się, bo wiedziałam, że wygrałam.
- Więc przegłosowane, Ada gra lepiej. – zakończyła spór Demi i zwróciła się do nas.
- Idziemy po południu na ostatnie zakupy tutaj nie? Bo pojutrze już koniec tej sielanki.
- Nie widzę problemu. – odpowiedziałam.
- My też nie. – powiedziały dziewczyny.
- Ale teraz idziemy do domu już, bo jest 4 rano a trzeba się wyspać i Wgl. – zakomenderowała Ada.
- Tak jest szefie ! – odparłyśmy z Nat i zaczęłyśmy się śmiać.
- No dobra to samochód już czeka na Was przed drzwiami, ale się ogarnijcie tak, bo ok. 16 ja już będę u Was. – powiedziała.
- My też będziemy. – krzyknął Nick z oburzeniem.
- Dobra spokojnie będziemy na Was wszystkich czekać. – odparłam i ruszyłyśmy do wyjścia . Krzyknęłyśmy jeszcze ‘cześć’ i wyszłyśmy z hali.
Samochód stał już pod drzwiami, wsiadłyśmy do środka i wyjechaliśmy spod hali. 30 minut później wchodziłyśmy już do domu, pamiętając, że jest środek nocy. Po20 minutach siedziałyśmy w pokoju, już umyte i ogarnięte do spania, gdy nagle dostałam sms’a. ‘Numer nieznany’, wcisnęłam odczytaj ‘Ty naprawdę ślicznie się uśmiechasz. Joe.’ Uśmiechnęłam się i wcisnęłam odpisz, ‘Głupek, ale dziękuję. Dobranoc ;)’ jeszcze tylko odpowiedź ‘Kolorowych ^^’ i mogłam iść spokojnie spać, bo nie wiedziałam co mnie czeka popołudniu..



Po długim czasie jestem ; D
Wybaczcie, że tyle czasu mnie nie było, ale leżałam w szpitalu i Wgl, więc nie było jak..
Teraz mam ferie, wiec jest rozdział ; )
Mam nadzieję, że Wam się podoba ; D ; *

niedziela, 22 stycznia 2012